poniedziałek, 30 grudnia 2013

Heej :)
Dziś tylko krótko powiem, że już nie mogę się doczekać jutrzejszego dnia. Z niecierpliwością czekam na nowy rok. :D
W ramach tego, że jutro nie zajrzę na ten blog życzę wszystkim spełnienia marzeń i aby rok 2014 przyniósł Wam same wspaniałe chwile. :*

                                            ___
Jechałyśmy tak wiele godzin mijając jadące z naprzeciwka samochody i autobusy. Droga wydawała się coraz dłuższa, jakby nie miała końca. Babcia widziała, że się nudzę, więc próbowała mnie czymś zająć. Trochę rozmawiałyśmy, przypominałyśmy sobie czasy gdy żył dziadek Max i moi rodzice.
Wyjechałyśmy wcześnie rano bez śniadania, więc doskwierał nam już głód.
- Może zrobimy mały postój? Nie zdrowo być tyle czasu na głodzie. - powiedziałam
- No dobrze. Niedługo przy trasie powinna być stacja benzynowa. Kupimy coś w sklepiku, trochę odpoczniemy i pojedziemy dalej.
Rzeczywiście, jakiś czas później przy drodze była mała stacja. Babcia zaparkowała i weszła do sklepu. Ja poszłam do toalety trochę się odświeżyć.
Obok parkingu było niskie pomieszczenie. Napis na drzwiach mówił "toaleta dla kobiet". Weszłam do środka i od razu zakryłam nos. Ale tu cuchnie. Dlatego właśnie nie lubię przydrożnych toalet.
Podchodząc do umywalki odkręciłam wodę i ochlapałam nią twarz. Spojrzałam w lustro i zobaczyłam zmęczenie na swojej twarzy. Na moje czoło na moment wystąpiła mała zmarszczka. Przetarłam leniwie powieki i dopiero zauważyłam jakie mam wory pod oczami. Przydałoby mi się trochę snu.
Zaczesałam włosy do tyłu związując je w koński ogon. Chwilkę jeszcze zabawiłam w łazience, a potem wyszłam idąc w stronę samochodu przez mały trawniczek.
Evelyn stała oparta o samochód i jadła kanapkę popijając ją kawą.
-Ja też muszę skorzystać z toalety. Zaczekasz tu? - powiedziała podając mi reklamówkę i nie czekając aż odpowiem- W środku są kanapki z serem i szynką, kilka batonów, paluszki i cola. Jeśli jednak wolałabyś wodę, to jest w bagażniku, w którejś z toreb.
-Poradzę sobie. Dzięki
Wymieniłyśmy uśmiechy, po czym ona odeszła w stronę toalet, a ja weszłam do auta. Zjadłam dwie kanapki z serem i popiłam colą. Wreszcie udało mi się zapanować nad głodem.
Ziewnęłam i poczułam, że teraz z łatwością mogłabym zasnąć. Poczekam jednak aż babcia wróci. Usadowiłam się więc wygodniej w fotelu i wyjęłam mojego ipoda z kieszeni. Wsadziłam jedną słuchawkę do ucha. Przewijałam muzykę w poszukiwaniu mojej ulubionej, aż wreszcie znalazłam. Ze słuchawek poleciała moja ukochana piosenka "The Kill" zespołu 30 Seconds To Mars. Zamknęłam oczy i wsłuchiwałam się w piękny głos Jareda.
"Come, break me down Burry me, burry me I'm finished with you..".
Zaczęłam śpiewać na cały głos razem z nim nie zważając na to czy fałszuję. Piosenkę znałam na pamięć i nigdy mi się nie nudziła, mogłam jej słuchać na okrągło.
"This is who I really am inside.."
Moje wycie rozchodziło się echem po całym samochodzie i nagle drzwi od strony kierowcy otworzyły się. Babcia zajęła swoje miejsce śmiejąc się. Wystraszona, aż podskoczyłam w fotelu. Momentalnie przestałam śpiewać, choć i tak wiem, że mnie słyszała. Bo co innego mogłoby ją tak rozbawić?
Wyłączyłam ipoda i ruszyłyśmy dalej.
Oparłam głowę i poczułam, że zasypiam. Wreszcie. Zapadłam w długi sen bez snów. Wszędzie była tylko wielka czarna dziura.
Po jakimś czasie otworzyłam oczy. Zamrugałam kilka razy, żeby obraz nie był już zamazany. Rozejrzałam się i okazało się, że nie jestem w samochodzie tylko w łóżku. Jak to możliwe? Nie pamiętam, żebym sama tu doszła.
W dodatku pomieszczenie niczego mi nie przypominało. Pierwszy raz widziałam na oczy ten pokój, a właściwie salon bo stał tu malutki drewniany stolik i duży telewizor.
-No wreszcie się obudziłaś śpiochu.
Spojrzałam w miejsce skąd dochodził głos. Babcia stała w drzwiach i uśmiechała się do mnie.
-Długo spałam? - zapytałam ziewając
-Oj tak. Zdążyłyśmy już dojechać na miejsce a ty nadal się nie obudziłaś. Musiałam cię tu przenieść. Z małą pomocą oczywiście.
-Jaką pomocą? -spytałam robiąc wielkie oczy i wyobrażając sobie jak jakiś starszy facet mnie tu przenosi.
-Z pomocą magii, oczywiście.
Odetchnęłam z ulgą.
-Chcesz obejrzeć dom?
-No jasne, że chce! - krzyknęłam radośnie
Babcia Evelyn oprowadziła mnie po domu. Najpierw pokazała mi dużą oraz przestronną kuchnię z wysepką na środku i małą jadalnią z boku. Kuchnia była od razu przy salonie, któremu zdążyłam się już przyjrzeć. Oprócz telewizora, drewnianego stoliczka oraz kanapy stały tu jeszcze puste szafki. Domyśliłam się, że to właśnie tu babcia ułoży wszystkie księgi magiczne a także kucharskie. Uwielbiała gotować, więc nie mało miała ich w swojej kolekcji.
Z salonu przechodziło się do przedsionka. Tu był tylko długi, czarny wieszak na kurtki i drzwi prowadzące na dwór. Już chciałam chwycić klamkę, gdy babcia powstrzymała mnie mówiąc, że do ogrodu wejdziemy na końcu i że najpierw pójdziemy do góry. Pokazała na schody, które dopiero teraz zauważyłam. Były białe z brązową poręczą. U szczytu ostro zakręcały w lewo.
Poszłyśmy więc na piętro. Był tu długi korytarz i trójka drzwi.
Otworzyła pierwsze z nich. Ukazała się mała łazienka z prostym wyposażeniem: Toaleta,  umywalka i wanna. No i oczywiście szafki na mydło, ręczniki, papier itp.
Za drugimi drzwiami, na przeciwko łazienki krył się "magiczny pokój", jak to Evelyn takie nazywała. Po wystroju poznałam, że to właśnie ten. Weszłam do środka i ujrzałam przeróżne buteleczki, woreczki, kamienie szlachetne oraz kilka magicznych ksiąg na półkach. Rzeczywiście musiałam długo spać, skoro ona zdążyła już wypakować swoje "narzędzia", a miała ich sporo. Pomieszczenie miało ciemne ściany i mały fioletowy dywanik na środku, co dodawało mu uroku. W kącie stało jeszcze jedno nierozpakowane pudło. Podeszłam do niego i na wierzchu zobaczyłam nasze zdjęcie. Moje i mamy. Miałam wtedy może 5 lat. Było to w ogrodzie u babci. Z tyłu domu rósł wielki dąb, na którym wujek Lewis razem z moim tatą powiesili dla mnie hamak. Pamiętam jaka byłam wtedy szczęśliwa, to nawet widać na zdjęciu. Siedzę uśmiechnięta od ucha do ucha na niej, a za mną stoi moja mama. Przytula mnie od tyłu i uśmiecha się promiennie. Nawet jej orzechowe oczy biją radością, ciepłem i miłością.
Po policzku poleciała mi łza i kapnęła na ramkę zdjęcia. Wytarłam ją szybko i odłożyłam do pudła uśmiechając się do siebie i myśląc "kocham cię mamusiu".
Poczułam rękę babci na ramieniu.
- Wszystko w porządku? - spytała
-Tak, w porządku.
Wyszłyśmy z pokoju i stanęłyśmy przed ostatnimi drzwiami w korytarzu. Złapałam za klamkę a ona powiedziała:
-Tu na pewno ci się spodoba.
Puściła do mnie oko a ja domyśliłam się, że właśnie stoję przed moim nowym pokojem. Pchnęłam drzwi i gapiłam się oniemiała.
Evelyn zaśmiała się widząc zachwyt na mojej twarzy.
Ten pokój był piękny. Tak bardzo przywiązałam się do tego w moim dawnym domu, że nigdy nie pomyślałabym, że jakiś inny bardziej przypadnie mi do gustu. Przekroczyłam próg dalej patrząc z podziwem.
Ściany miały jasny kolor, odcień błękitu. Naprzeciwko mnie było duże, okrągłe okno , którego parapet wyłożony był poduszkami. .
Po prawej stronie przy ścianie stało wielkie łóżko. Leżały na nim biała kołdra i dwie poduszki do kompletu. Pomyślałam sobie jakie jest miękkie i że miło byłoby się tak zatopić w tej pościeli. Długo mnie zapraszać nie trzeba. Wzięłam rozbieg i skoczyłam na łoże. Rozłożyłam się na nim jak królowa i było mi na nim tak wygodnie, że aż nie chciałam z niego wstawać. Przeciągnęłam się jak kot i wyciągnęłam ręce za siebie dotykając gładkiej ściany.
Nawet nie zauważyłam, że babcia wyszła. Oparłam się na łokciach zastanawiając się gdzie jest jej sypialnia a przy okazji rozglądałam się po moim małym królestwie.
Przy łóżku stał mały stoliczek nocny a na nim podłużna lampka. Przesuwałam powoli wzrok z lampy na krótki, włochaty dywan a potem na wielką szafę z ubraniami. Podeszłam do niej i pociągnęłam uchwyt drzwi.
No tak, szafa na ubrania ale bez ubrań. Będę musiała je wszystkie wypakować. Wszystkie pudła stały w przeciwległym rogu. Czekały tylko, aż wreszcie je rozpakuje.
Między łóżkiem a szafą były kolejne drzwi. Otworzyłam je i nie mogłam uwierzyć, iż mam własną toaletkę. Naprzeciwko mnie stała długa i wysoka wanna. Nawet nie zwróciłam uwagi na toaletę i umywalkę, bo mój wzrok przykuła szafka obok wanny. Była w kolorze fioletowym, co w ogóle nie pasowało do wystroju łazienki. Wymyśliłam sobie, że będę w niej trzymać kosmetyki.
Podeszłam do ściany i dotknęłam ręką kafelek w przeróżne fikuśne wzory.  Różniły się one od tych które były na podłodze. One bardziej przypominały czarne kontury motyli, z wysadzanymi gdzieniegdzie kawałkami kolorowych kamieni.
Wyszłam z łazienki i wolnym krokiem zaczęłam spacerować po pokoju podchodząc do szafek na książki i inne duperele, przyglądając się sufitowi, do którego przyczepione były małe lampki, aż wreszcie moją uwagę przykuł jakiś świecący przedmiot pod oknem. Podeszłam bliżej i zorientowałam się, że jest to zawieszka do naszyjnika lub bransoletki. Mała, srebrna koniczynka. Nie miała w sobie nic szczególnego, lecz było w niej coś co bardzo mi się spodobało. Nie wiedziałam jeszcze co, ale stwierdziłam, że jest piękna. Nie przypominam sobie, aby należała do mnie. Może babcia ją tu zgubiła? Albo dawni lokatorzy?
Moje rozmyślanie przerwało moje imię krzyczane zza okna. Wstałam i zobaczyłam Evelyn w ogrodzie machającą do mnie. Otworzyłam okno siadając na parapecie i wychylając się odrobinę.
-Jak ci się podoba w pokoju?
-Jest śliczny! - odkrzyknęłam
Uśmiechnęła się i ruchem ręki dała znak, żebym zeszła na dół.
Zamknęłam więc starannie okno, wkładając zawieszkę do kieszeni spodni. Wyszłam z pokoju dochodząc do końca korytarza a następnie zbiegając po schodach. Otworzyłam drzwi frontowe a moim oczom ukazał się piękny ogród. Kamienista dróżka prowadząca do bramki (zupełnie taka jak w dawnym domu). Trawa była zielona jak nigdy, a kropelki rosy rozszczepiały poranne światło na tysiąc kolorów, więc wszystko u moich stóp wyglądało jak tęcza.
Poszłam za dom, a tam ujrzałam podwórze. Przy ogrodzeniu stała sobie ławeczka i drewniany stolik. Babcia siedziała przy nim i jadła tosty. Usiadłam przy niej biorąc jednego tosta do ust, czując jak jego pyszny, chrupiący smak rozpływa się w moich ustach.
W ogrodzie nie było niczego szczególnego, ale jednak coś dodawało mu magicznego nastroju.
Rozmawiałyśmy o domu, o tym jak nam minęła podróż, o pogodzie tutaj itp. Evelyn powiedziała, że jej sypialnia jest na dole, za schodami.
- Musisz wziąć jeszcze swoje torby z bagażnika.
-Wiem. Zrobię to jak tylko się zjem.

Zamknęłam więc oczy i odprężyłam się. Już mi się tu podoba.
___
Moim zdaniem trochę słabe. :/ A co Wy sądzicie ? :)
Piszcie w komentarzach. :D

sobota, 28 grudnia 2013

Rozdział 1, prolog, czy jak to sobie tam nazwiecie. :)

No hej! :)
   Na tym blogu będę pisać opowiadania. Jeszcze nie wiem czy będzie ich kilka, czy po prostu jedno w iluś tam rozdziałach i postach. Przyznam, że jakiś czas temu brałam się za pisanie opowiadań, właściwie książki. Nie skończyłam jej pisać - jest bardzo mało rozdziałów. Przestałam pisać bo nie miałam ani czasu, ani weny. Nie wiedziałam o czym pisać. w każdej wolnej chwili starałam się coś pisać i dopisywać. Czy to w domu na komputerze, czy w szkole na korytarzu a czasem nawet na lekcjach. Pomyślałam sobie, że wstawię tu kawałek i byłoby bardzo miło gdybyście ocenili jak Wam się podoba. :) Oczywiście nie oczekujcie zbyt wiele. W końcu mam tylko 15 lat. ;)
   Skąd wzięłam pomysł na pisanie książki? To proste. Sama bardzo lubię je czytać. Mam kilka na mojej półce. Jestem w trakcie   czytania jednej, a jeszcze dużo przede mną. 
   Wiele osób nie lubi czytać książek, bo twierdzą, że to nudne. Jasne, że lubię oglądać telewizję, no ale książka to jednak coś innego. Jeżeli jest ciekawa i jest z zakresu który lubię - po prostu mnie pochłania, każde jej słowo. Czuję, jakbym to ja była bohaterką, oczami wyobraźni wyobrażam to sobie i widzę. Odczuwam emocje razem z postaciami: wzruszam się i płaczę, jestem smutna, zawiedziona lub szczęśliwa. Kiedy ją kończę, czuje jakby coś zabrało mi kawałek mnie i tęsknie za tymi przygodami.
No, to by było na tyle, troszkę się rozpisałam. ;) Jeszcze raz bardzo zachęcam do komentowania, wtedy czuję, że ktoś jest tym zainteresowany i nie piszę tego na darmo.
  No i jeśli będziecie mieć jakieś propozycje związane z opowiadaniem lub czymkolwiek śmiało piszcie na mój mail juniorzgora1998@gmail.com


- Christine ! Jesteś gotowa? - zawołała Evelyn z pokoju na dole
- Za chwilkę przyjdę ! - odkrzyknęłam jej
Usiadłam na rogu łóżka poprawiając marszczący się materiał. Nie mogę uwierzyć, że już nigdy nie będę spędzać czasu w tym pokoju; w tym domu. Wychowywałam się tu i dorastałam.
 Babcia Evelyn pozwala mi mówić do siebie po imieniu. Uczyła mnie z zakresu magii od czasu gdy domysliła się, że odziedziczyłam po niej umiejętności magiczne. Było to 7 lat temu, kiedy moi rodzice zginęli w wypadku samochodowym.
Tego dnia jechaliśmy do Parku Narodowego Yellowstone oddalonego o 962 mile od Chandler w stanie Minnesota. Tata był tam już kiedyś ze swoim tatą i bratem. Wujek Lewis i dziadek Max są wspaniałymi ludźmi i bardzo dobrze dogadywali się z tatą. Nie jeden raz jak u nas byli, przypominali sobie piękne chwilę z momentu, gdy pojechali do Yellowstone. Zawsze prosiłam tatę, aby mnie tam zabrał, aż wreszcie się zgodził i przy okazji zrobił tym niespodziankę mamie na ich 19 rocznicę ślubu.
Po drodze rozmawialiśmy i śmialiśmy się. Wszystko było super i wydawało się wspaniałe. Do czasu.
Nawet nie zdążyłam mrugnąć, kiedy wielka i potężna ciężarówka wjechała na nasz pas i walnęła prosto w nasz samochód. Kierowca stracił panowanie nad kierownicą. Nie z własnej winy, w jego busie przepaliły się jakieś kabelki i ani kierownica, ani hamulec nie zadziałały.
Tata zmarł na miejscu. Mama pojechała do szpitala a lekarze próbowali ją ratować. Niestety serce nie wytrzymało i także zmarła. Ja przeżyłam. Pytacie "jak to możliwe?". Lekarze nie znali odpowiedzi na to pytanie, zaś moja babcia domyśliła się jaki jest tego powód.
Gdy ma się zdolności magiczne, w takich przypadkach zagrożenia pojawia się coś podobnego do niewidzialnej tarczy ochronnej. Dlatego nadal żyje.
Babcia, nazywana wśród sąsiadów złota kobietą, co dzień uczyła mnie zaklęć z magicznych ksiąg. Szłyśmy do ogrodu i siadałyśmy pod niską jabłonią ćwicząc zaklęcia. Piłyśmy przy tym herbatę cynamonową. Dziadek Max nie lubił cynamonu, więc uważał, że to świństwo.
Bardzo lubiłam czarować i lubię to po dziś dzień. Teraz już sama potrafię nad tym panować, ale czasem jednak przydaje się mała pomoc Evelyn.
Postanowiłyśmy przeprowadzić się do Riverside w stanie Wyoming. Będę strasznie tęsknić za domem, ale tam znajdę przyjaciół, których tu nigdy nie miałam. Może tam będzie lepiej?
Nawet nie wiem kiedy podeszłam do okna. Miałam z niego widok na jabłoń, która już nie była taka mała. Stała przy szerokim, brązowym płocie. Od domu do furtki biegła wąska kamienista ścieżka. Wokół niej bujnie rosła zielona trawa.
Przerzuciłam torbę przez ramię i stanęłam w drzwiach, ostatni raz oglądając się na mój pokój, starannie zapamiętując każdy szczegół.
Mój wzrok zatrzymał się na wypalonej, ledwie widocznej dziurce w dywanie. Pamiątka z czasu kiedy pierwszy raz spróbowałam papierosa. Oczywiście był okropny i nie wiem co babcia w tym widzi.
Zamknęłam dokładnie drzwi i zbiegłam na dół wąskimi schodkami. W kuchni czekały na mnie jeszcze dwie walizki. Chwyciłam je w obie ręce i ruszyłam pewnym krokiem na ganek.
Odetchnęłam głęboko i szybko pokonałam metry dzielące dom od samochodu babci. Siedziała wyprostowana za kierownicą uśmiechając się do mnie.
Wsadziłam walizki do bagażnika, a torbę na tylne siedzenie. Spojrzałam na dom z myślą, że dobrze robię. Czas żyć dalej. Rodziców już nie ma, pozostali tylko w moim sercu. Mój ukochany dom i podwórko właśnie tracę, więc została mi tylko babcia. Kochana, stara babcia Evelyn z nałogiem palenia.
Wsiadłam do auta zamykając z trzaskiem drzwiczki. Babcia przekręciła kluczyk w stacyjce, a Anabelle (tak nazywałysmy tego zardzewiałego gruchota) wydała warkot mówiący "jestem gotowa". Pytanie tylko, czy ja jestem?

I pojechałyśmy przed siebie zostawiając za nami nasz dawny dom, razem z dawnym życiem.
Mam nadzieję, że się Wam spodobało. :)