No hej! :)
Na tym blogu będę pisać opowiadania. Jeszcze nie wiem czy będzie ich kilka, czy po prostu jedno w iluś tam rozdziałach i postach. Przyznam, że jakiś czas temu brałam się za pisanie opowiadań, właściwie książki. Nie skończyłam jej pisać - jest bardzo mało rozdziałów. Przestałam pisać bo nie miałam ani czasu, ani weny. Nie wiedziałam o czym pisać. w każdej wolnej chwili starałam się coś pisać i dopisywać. Czy to w domu na komputerze, czy w szkole na korytarzu a czasem nawet na lekcjach. Pomyślałam sobie, że wstawię tu kawałek i byłoby bardzo miło gdybyście ocenili jak Wam się podoba. :) Oczywiście nie oczekujcie zbyt wiele. W końcu mam tylko 15 lat. ;)Skąd wzięłam pomysł na pisanie książki? To proste. Sama bardzo lubię je czytać. Mam kilka na mojej półce. Jestem w trakcie czytania jednej, a jeszcze dużo przede mną.
Wiele osób nie lubi czytać książek, bo twierdzą, że to nudne. Jasne, że lubię oglądać telewizję, no ale książka to jednak coś innego. Jeżeli jest ciekawa i jest z zakresu który lubię - po prostu mnie pochłania, każde jej słowo. Czuję, jakbym to ja była bohaterką, oczami wyobraźni wyobrażam to sobie i widzę. Odczuwam emocje razem z postaciami: wzruszam się i płaczę, jestem smutna, zawiedziona lub szczęśliwa. Kiedy ją kończę, czuje jakby coś zabrało mi kawałek mnie i tęsknie za tymi przygodami.
No, to by było na tyle, troszkę się rozpisałam. ;) Jeszcze raz bardzo zachęcam do komentowania, wtedy czuję, że ktoś jest tym zainteresowany i nie piszę tego na darmo.
No i jeśli będziecie mieć jakieś propozycje związane z opowiadaniem lub czymkolwiek śmiało piszcie na mój mail juniorzgora1998@gmail.com
- Christine ! Jesteś gotowa? - zawołała Evelyn z pokoju na dole
- Za chwilkę przyjdę ! - odkrzyknęłam jej
Usiadłam na rogu łóżka poprawiając marszczący się materiał. Nie mogę uwierzyć, że już nigdy nie będę spędzać czasu w tym pokoju; w tym domu. Wychowywałam się tu i dorastałam.
Babcia Evelyn pozwala mi mówić do siebie po imieniu. Uczyła mnie z zakresu magii od czasu gdy domysliła się, że odziedziczyłam po niej umiejętności magiczne. Było to 7 lat temu, kiedy moi rodzice zginęli w wypadku samochodowym.
Tego dnia jechaliśmy do Parku Narodowego Yellowstone oddalonego o 962 mile od Chandler w stanie Minnesota. Tata był tam już kiedyś ze swoim tatą i bratem. Wujek Lewis i dziadek Max są wspaniałymi ludźmi i bardzo dobrze dogadywali się z tatą. Nie jeden raz jak u nas byli, przypominali sobie piękne chwilę z momentu, gdy pojechali do Yellowstone. Zawsze prosiłam tatę, aby mnie tam zabrał, aż wreszcie się zgodził i przy okazji zrobił tym niespodziankę mamie na ich 19 rocznicę ślubu.
Po drodze rozmawialiśmy i śmialiśmy się. Wszystko było super i wydawało się wspaniałe. Do czasu.
Nawet nie zdążyłam mrugnąć, kiedy wielka i potężna ciężarówka wjechała na nasz pas i walnęła prosto w nasz samochód. Kierowca stracił panowanie nad kierownicą. Nie z własnej winy, w jego busie przepaliły się jakieś kabelki i ani kierownica, ani hamulec nie zadziałały.
Tata zmarł na miejscu. Mama pojechała do szpitala a lekarze próbowali ją ratować. Niestety serce nie wytrzymało i także zmarła. Ja przeżyłam. Pytacie "jak to możliwe?". Lekarze nie znali odpowiedzi na to pytanie, zaś moja babcia domyśliła się jaki jest tego powód.
Gdy ma się zdolności magiczne, w takich przypadkach zagrożenia pojawia się coś podobnego do niewidzialnej tarczy ochronnej. Dlatego nadal żyje.
Babcia, nazywana wśród sąsiadów złota kobietą, co dzień uczyła mnie zaklęć z magicznych ksiąg. Szłyśmy do ogrodu i siadałyśmy pod niską jabłonią ćwicząc zaklęcia. Piłyśmy przy tym herbatę cynamonową. Dziadek Max nie lubił cynamonu, więc uważał, że to świństwo.
Bardzo lubiłam czarować i lubię to po dziś dzień. Teraz już sama potrafię nad tym panować, ale czasem jednak przydaje się mała pomoc Evelyn.
Postanowiłyśmy przeprowadzić się do Riverside w stanie Wyoming. Będę strasznie tęsknić za domem, ale tam znajdę przyjaciół, których tu nigdy nie miałam. Może tam będzie lepiej?
Nawet nie wiem kiedy podeszłam do okna. Miałam z niego widok na jabłoń, która już nie była taka mała. Stała przy szerokim, brązowym płocie. Od domu do furtki biegła wąska kamienista ścieżka. Wokół niej bujnie rosła zielona trawa.
Przerzuciłam torbę przez ramię i stanęłam w drzwiach, ostatni raz oglądając się na mój pokój, starannie zapamiętując każdy szczegół.
Mój wzrok zatrzymał się na wypalonej, ledwie widocznej dziurce w dywanie. Pamiątka z czasu kiedy pierwszy raz spróbowałam papierosa. Oczywiście był okropny i nie wiem co babcia w tym widzi.
Zamknęłam dokładnie drzwi i zbiegłam na dół wąskimi schodkami. W kuchni czekały na mnie jeszcze dwie walizki. Chwyciłam je w obie ręce i ruszyłam pewnym krokiem na ganek.
Odetchnęłam głęboko i szybko pokonałam metry dzielące dom od samochodu babci. Siedziała wyprostowana za kierownicą uśmiechając się do mnie.
Wsadziłam walizki do bagażnika, a torbę na tylne siedzenie. Spojrzałam na dom z myślą, że dobrze robię. Czas żyć dalej. Rodziców już nie ma, pozostali tylko w moim sercu. Mój ukochany dom i podwórko właśnie tracę, więc została mi tylko babcia. Kochana, stara babcia Evelyn z nałogiem palenia.
Wsiadłam do auta zamykając z trzaskiem drzwiczki. Babcia przekręciła kluczyk w stacyjce, a Anabelle (tak nazywałysmy tego zardzewiałego gruchota) wydała warkot mówiący "jestem gotowa". Pytanie tylko, czy ja jestem?
I pojechałyśmy przed siebie zostawiając za nami nasz dawny dom, razem z dawnym życiem.
Mam nadzieję, że się Wam spodobało. :)
Świetnie się zaczyna :)
OdpowiedzUsuńCzekam na następny rozdział :)
Dziękuje :)
OdpowiedzUsuńBędzie niedługo ;)